Kategorie: Wszystkie | Podróże | Turystyka | dygresje
RSS
piątek, 04 czerwca 2010
Skrzynki na listy

Chińczycy nie są zarzucani tonami ulotek reklamowych. Dlaczego? Bo nie mają skrzynek na listy, do których można by je wrzucić. Generalizuję oczywiście, ale na moim osiedlu ich nie ma i tak naprawdę to się ze skrzynkami na listy tu nie spotkałam. Nigdy nie otrzymywaliśmy korespondencji, więc się nie zastanawiałam jak to działa. Okazuje się, że system jest następujący. Mieszkamy na zamkniętym osiedlu. Listonosz nie wchodzi na jego teren, tylko pozostawia korespondencję (musi być jej naprawdę niewiele) na portierni. Ochroniarze chodzą potem po osiedlu i albo roznoszą listy, albo pozostawiają na drzwiach naklejoną informację, że list/paczkę można odebrać w portierni.

Sierpień 2008 Hangzhou

P.S. Temu wpisowi należy się post scriptum. Teraz mieszkam w Szangaju i mam skrzynkę na listy, w której trudno mi odnaleźć rachunki za prąd, takie tony ulotek do niej są wrzucane.

O chińskim jedzeniu słów kilka

Właściwie pisanie czegokolwiek o Chinach, to generalizowanie, a jedzenie jest tego najlepszym przykładem. Chiny są tak rozległe, że zwyczaje w jednym miejscu, mogą dziwić mieszkańców miejsc odległych nawet o kilkadziesiąt czy kilkaset kilometrów. Weźmy na przykład jedzenie. Pracownicy naszej firmy, nie pochodzą z Hangzhou. Niektórzy do domów rodzinnych mają dwie, a niektórzy aż osiem godzin jazdy pociągiem. Kiedyś dziewczyny zamówiły lunch. Jakież było ich zdziwienie, kiedy na przystawkę dostały duszone … skóry arbuza. Tak właśnie (!) arbuza.

W Hangzhou przysmakami, które pojawiają się w czerwcu i można je dostać jeszcze w lipcu, to środki/nasiona lotosu. Lotos gęsto porasta tutejszą dumę i chlubę, czyli Jezioro Zachodnie. Po ulicach miasta chodzą ludzie z wielkimi koszami, a w nich zielone coś. Wygląda jak uchwyt od prysznica. Ze środków tych uchwytów wydłubuje się zielone pestki, obiera ze skórki i zjada, a najpierw jeszcze trzeba to przepołowić i pozbyć się zielonego zalążka ze środka. W smaku przypomina to niedojrzałe orzechy laskowe.

Innym razem, chłopak wracał z domu rodzinnego i przywiózł nam w poczęstunku kandyzowane skóry pomelo. To akurat wynalazek, którego w Hangzhou nie ma. Moje Chinki w biurze dziwią się wtedy, „yy takie coś też można jeść?”. A ja cały czas jeszcze się dziwię, że one się dziwią.

Sierpień 2008 Hangzhou

zarządzenia, przepisy...

Wczoraj, w poniedziałek, dostałam na moją chińską komórkę sms’a. Treść dziwna, więc zapytałam chińskiej znajomej o co chodzi. A chodziło o… ustępowanie miejsc w środkach komunikacji miejskiej! Okazało się, że było to nowe zarządzenie. Od wczoraj w poniedziałki należy ustępować miejsc osobom starszym i osobom z małymi dziećmi. "A co jeśli nie ustąpię", zapytałam? "A nic"." Acha". Takie sobie zarządzenie. "A w inne dni?" "No też powinno się ustępować, ale zwykle nikt nie ustępuje." Takie zarządzenia, by ukulturalnić naród. Kiedyś w Szanghaju widziałam tablicę zakazującą plucia na ulicy. W Hangzhou takiego zakazu nie ma, a szkoda….

Sierpień 2008 Hangzhou

Język chiński...

Jest tak niejednoznaczny, że czasami nawet Chińczycy mają problemy, by się wzajemnie zrozumieć. Wyrwane z kontekstu zdanie, słowo jest nie do zrozumienia. Jedna znajoma wyraziła dziś opinię: ZAI ZHONG GUO ZHU HAI SHI ZUI HAO DE. Jak została ta wypowiedź zrozumiana przez jej chińskiego kolegę? „W Chinach to świnie są najlepsze”, a co chciała powiedzieć? „W Chinach za najfajniejsze miejsce uznawany jest Zhuhai”. A Zhuhai to miasto na południu Chin, graniczące z Makao…

Sierpień 2008 Hangzhou

Łaźnie miejskie

Łaźnie miejskie to kolejny temat dyskusji moich pracowników, którego myślałam, że nie zrozumiałam.

Zaczęło się od tego, że coś bardzo podrożało. Kosztowało do niedawna 8 juanów (3,6 zł), a teraz kosztuje 15 (6,70 zł.). Nie mogłam tylko uwierzyć, co?! A były to łaźnie miejskie. Okazuje się, że Chińczycy zimą nie kąpią się w domach, tylko w publicznych łaźniach. Na pytanie czy mają ciepłą wodę w domu zgodnie odrzekli, że tak. Dlaczego więc z nich nie korzystają? Bo woda w łaźniach jest cieplejsza i można korzystać dłużej. Hmm.

Grudzień 2008 Hangzhou

 

Wesoły autobus

Czasami nie wierzę w to co słyszę. Myślę wtedy, że to kwestia chińskiego, że za słabo znam język. Jednak, niekiedy nawet jeśli się dokładnie dopytam, to i tak nie wierzę w to co usłyszałam.

Na przykład:

Kilka dni temu jeden z pracowników mojej firmy jechał do biura miejskim autobusem. Na jednym z przystanków wsiadł mężczyzna nie płacąc za przejazd (w Hangzhou opłaca się przejazd wrzucając odliczoną kwotę do metalowej skrzynki umieszczonej przy siedzeniu kierowcy). Napomniany przez kierowcę, odrzekł, że nie zapłaci bo ma znajomości w firmie transportu miejskiego! Wywiązała się sprzeczka w następstwie której zdenerwowany kierowca wysiadł z autobusu na papierosa.

W autobusie pełnym ludzi spieszących się do pracy zapanowała nerwowa atmosfera. W końcu jedna z pasażerek krzyknęła… „co mi tam”, wskoczyła na siedzenie kierowcy i ruszyła autobusem. Przejechała bez zatrzymywania dwa przystanki, wysiadła na swoim i poszła… Kierowca autobusu dogonił swój pojazd taksówką.

Grudzień 2008 Hangzhou

Cukierki pułapki

Pewnego dnia, jedna z chińskich asystentek przyniosła do pracy cukierki. Częstowanie zaczęła ode mnie.

Cukierek wyglądał kusząco. Mała kosteczka owinięta w srebrną folię, a na niej nadrukowane kolorowe kwiatki. Wyobraźnia podpowiadała mi, że to musi być landrynka; trochę słodka, lekko kwaśna, smak beztroskiego dzieciństwa. Chińscy pracownicy już zaczęli się zachwycać: „pyszne; jakie dobre; gdzie to dostałaś?”

Odwinęłam folię i wrzuciłam cukierka do ust. W tym czasie dziewczyna podeszła do dwóch z moich kolegów, „Uwaga pułapka” zdążyłam jedynie zakrzyknąć przeżuwając… wołowinę ususzoną na słodko.

Grudzień 2008 Hangzhou

czwartek, 03 czerwca 2010
Wyprawa na most bez końca
Ludzie marzą o rozmaitych rzeczach, niektórzy chcą polecieć na Księżyc, inni chcą mieć szczęśliwą rodzinę, ja marzyłam kiedyś, by zamieszkać w Szanghaju. A kiedyś, pewnego kwietniowego popołudnia, w 2008 roku, jeden z kolegów podzielił się ze mną swoim marzeniem. „Marzę, aby dotrzeć na most bez końca. Taki most, że jak staniesz na jednym jego końcu, to nie będzie widać drugiego”. No takiej historii jeszcze nie słyszałam! Po chwili, sama nie wiem jak to się stało, już szperałam w Internecie w poszukiwaniu wskazówek, czy w okolicy Hangzhou jest jakiś most, który spełniał by te kryteria. Okazało się, że jest i to nie jeden, w Szanghaju, czyli zaledwie ok. godziny pociągiem od Hangzhou. Wkrótce mieliśmy wolne z okazji 1-szego maja…. [2010.02.24]
1 ... 11 , 12
 
Tagi