Kategorie: Wszystkie | Podróże | Turystyka | dygresje
RSS
niedziela, 25 maja 2014
Żar tropików. Phnom Penh. Kambodża
Upał to pierwsza rzecz, która oblepia ciało natychmiast po opuszczeniu klimatyzowanego pomieszczenia i pozostaje na skórze w formie lepkiej warstwy potu, aż do chwili gdy skryję się w chłodzie klimatyzowanego sklepu, czy kawiarni pod której sufitem zainstalowano wielkie, huczące wiatraki. Wbrew pozorom uwielbiam upał, bo kojarzy mi się z wakacjami, kolonialną atmosferą ospałych, uroczych, niezepsutych nowoczesną cywilizacją miejsc i nigdzie nie spieszącymi się ludźmi, którzy w południe leniwie wylegują się w rozwieszonych na chodnikach hamakach, w swoich rykszach, zaparkowanych przy ulicach, albo po prostu na słomianych matach bezpośrednio na chodnikach. Dzieci, które najwyraźniej nie wymagają tyle snu i którym ten upał zdaje się nie robić różnicy, biegają wokół śpiących rodziców, wesoło, na boso; żar, jaki żar?
Tagi