Kategorie: Wszystkie | Podróże | Turystyka | dygresje
RSS
niedziela, 24 kwietnia 2016
O Jeju!!, czyli o zderzeniu kulturowym na koreańskiej wyspie Jeju (Czedżu)
Kilkudniowy wypad na koreańską wyspę Jeju zaplanowałyśmy ze znajomymi Chinkami z dużym wyprzedzeniem, stąd przez ostatnie tygodnie słyszałam tylko o jednym; kupowanie, kupowanie, kupowanie (Buy, buy, buy). Moje znajome najpierw z niedowierzaniem podchodziły do mojej rezerwy do zakupów online. One już od dawna kupowały drogie kosmetyki na portalu bezcłowego sklepu Lotte, które miały odebrać w drodze powrotnej do Szanghaju, już na lotnisku, po przejściu przez odprawę i całą procedurę graniczną. W końcu i ja ściągnęłam aplikację i wrzuciłam do koszyka kilka rzeczy. Wtedy ktoś mnie oświecił, że aby te przedmioty odebrać będę musiała stać w niesamowicie długiej kolejce, bo przecież WSZYSCY pasażerowie naszego samolotu będą odbierać swoje gigantyczne zakupy w tym samym czasie (a wierzcie, mi, że słowo GIGANTYCZNE nie oddaje ani trochę ogromu zjawiska). No i każdy musi zdążyć na ten sam samolot. Zrezygnowałam. Kilka rzeczy, które będę chciała kupić, zakupię na miejscu. Tak też zrobiłam choć okazało się, że sklep bezcłowy na lotnisku w Jeju jest dość mały, a w dodatku nie przyjmują Euro! Z płatnością w RMB nie było problemów, nawet wydawano resztę w tej samej walucie! Po co większy sklep, kiedy Chińczycy stanowiący chyba 99% klienteli zakupują swoje produkty przez Internet, a na lotnisku je tylko odbierają! Zaczynam moją historię trochę od końca, ale jestem pod takim wrażeniem tego co zobaczyłam na lotnisku, że koniecznie muszę to opisać, choć nie wiem, czy słowa są w stanie oddać to, co się tam dzieje!
Tagi