Blog > Komentarze do wpisu
Głodny? - Eleme
Zaobserwowałam kiedyś pewien niezwykły, szczególnie jak na Chiny, fenomen – Chińczycy nie potrafią gotować. Chodzi mi w szczególności o młodych ludzi. Większość z nich nie tylko nie gotuje regularnie, ale wręcz nie umie przyrządzić nawet najprostszych potraw. A przecież Chiny z jedzenia słyną! Chińska kuchnia jest bardzo bogata i urozmaicona, każdy region kraju szczyci się unikalnym smakiem potraw.

Motorki dostawców jedzenia firmy Ele.me przed 12.00 w południe

Jeśli zapytać młodych ludzi, kto przygotował potrawy na obchodzony  w lutym Chiński Nowy Rok, to najczęściej usłyszymy „dziadkowie”, „rodzice”, albo „poszliśmy do restauracji”.  Dlaczego tak mało ludzi potrafi gotować? Odpowiedź jest bardzo prosta. W dużych chińskich miastach do niedawna było  mnóstwo małych ulicznych restauracyjek, jadłodajni, które oferowały szeroką gamę bardzo tanich potraw. Stąd gotowanie w domu po prostu w ogóle się nie opłacało. Poza tym młodzi ludzie spędzają większość dnia w pracy, kolejne kilka godzin na dojazdach do i z pracy, a w weekend chcą najnormalniej w świecie odpocząć. Tanie restauracje w zupełności  spełniają ich oczekiwania i rozwiązują problem wyżywienia.  Chińczycy nawet śniadanie jedzą w drodze do pracy, kupując w małych, lokalnych sklepikach pyzy na parze (nadziewane mięsem, grzybami czy warzywami), albo gotowe kanapki, a na ulicznych straganach smażone naleśniki (z jajkiem i piklowanymi warzywami),  lub makaron z warzywami w papierowych kubeczkach, etc.

Od pewnego czasu w Szanghaju z ulic znikają uliczne restauracje i stragany. Miasto chce zmienić wizerunek i oczyścić ulice z niehigienicznych, często prowadzonych bez zezwolenia jadłodajni. Gdzie mają się w zaistniałej sytuacji stołować pracownicy biur, sklepów, punktów usługowych, fabryk; wielomilionowa klientela restauracyjek? W odpowiedzi na to zapotrzebowanie rozwinął się tu niezwykle przemysł dostarczania jedzenia na wynos.

Ele.me gotowi do drogi

Za niewielką dopłatą jedzenie dowożone jest do miejsca pracy. Restauracyjki zniknęły, a w ich miejsce pojawiły się, bardzo często nieposiadające  lokalu (pomieszczenia ze stolikami dla gości), punkty gastronomiczne. Wystarczy kuchnia, kilka garnków i można otworzyć „restaurację” . Kiedyś w porze lunchu spacerowałam  po zacisznych zaułkach starej dzielnicy Szanghaju. W kilku domach, w dawnej szeregowej zabudowie, spotkałam taki właśnie widok. Kuchnie otwarte na podwórze, ludzie gotujący potrawy w wokach. Po chwili pod kuchnię podjeżdża kierowca na motorze, odbiera styropianowe pudełka i rusza w dalszą drogę. (Chińczycy mają dziwny zwyczaj pozostawiania otwartych drzwi wejściowych do swoich domostw. Wchodząc po schodach do swojego mieszkania mogę często  zajrzeć do wnętrza mieszkania, a jeśli coś się akurat gotuje, to i poczuć zapach kolacji).

Skala tego zjawiska, jak na Chiny przystało, jest gigantyczna. Ulice zapełniły stare, zdezelowane motorynki, których kierowcy agresywnie pędzą pomiędzy rowerami, na pasach dla dwóch kółek. Nie zatrzymują się na czerwonym świetle, wymuszają pierwszeństwo, zajeżdżają drogę. Wszystko dlatego, że uczestniczą w wyścigu z czasem. Lepiej nie poruszać się rowerem, lub wychodzić z domu o godzinie 12:00, kiedy to w całych Chinach następuje święta godzina jedzenia. Im więcej dostawca dostarczy pudełek, tym więcej zarobi, im więcej razy obróci na trasie restauracja – biuro / fabryka, tym większy będzie miał zysk. Stąd też chaos na szanghajskich ulicach, który władze miasta próbują okiełznać.

Z drugiej strony przy swoich stanowiskach pracy, biurkach, ladach, taśmach produkcyjnych niecierpliwie czekają głodni odbiorcy. Nie raz byłam świadkiem zabawnej sceny kiedy znajoma Chinka , wpatruje się nerwowo w ekran komórki i woła: „Gdzie on jest?! Był już 700 metrów, a teraz jest 1000 metrów od celu. Zgubił się! Kiedy on w końcu przyjedzie?!”. Tak właśnie, trasę dostawcy można śledzić na żywo, w aplikacji, za pomocą której jedzenie zostało zamówione.

kurier juz, tuż tuż

Graczy na rynku jest wielu, wśród nich największymi niewątpliwie są Ele.me, Meituan. Każda firma wyposaża swoich dostawców w ujednolicone stroje oraz pudła do przewożenia jedzenia (niektóre nawet z przegrodą na potrawy gorące i zimne), w tej samej kolorystyce co ubrania.

Asortyment usług nie ogranicza się oczywiście tylko do gotowego jedzenia. A co jeśli nagle zachce się nam gorącej herbaty z cytryną, albo dobrej kawy. Zamawiamy, oczywiście! Chińczycy lubią szczególnie herbatę czarną z mlekiem z żelowymi kulkami (tzw. zhenzhu naicha). W Szanghaju jest mnóstwo sieciówek sprzedających te napoje. Niekiedy przejeżdżając obok widzę ogromne kolejki … kurierów, którzy czekają by odebrać papierowe kubki i dostarczyć je spragnionym amatorom.

popularna sieciowka Yidiandian oferująca herbaty

Kiedyś poszliśmy z wizytą do znajomej Chinki. Przynieśliśmy wino. „Oj nie mam otwieracza” mówi. Ale już po chwili wpadła na pomysł rozwiązania tego problemu. Przecież można otwieracz zamówić przez Ele.me. Kurier pojawił  się w kilkanaście minut.

Kurierzy mogą też przywieźć do domu zakupy spożywcze, owoce, warzywa. Wachlarz usług się rozwija, aż sama nie nadążam ze śledzeniem zmian!

Jeśli wierzyć informacjom Shanghai Daily (wydanie z 27.02.2018) młoda kobieta, która w Szanghaju, w zaciszu domowej kuchni gotuje dania swojej rodzinnej prowincji – Jiangsu zarabia dziennie nawet do 3.000 yuanów (ok. 1.800 złotych!). Jedyne czego się obawia, to niezadowolonych sąsiadów….

Popularność aplikacji służących do zamawiania jedzenia on-line rośnie w niezwykłym tempie. W 2016 roku miały one 256 milionów użytkowników, a na koniec 2017 roku było ich już 343 miliony. W samym tylko 2017 roku dostarczono jedzenie na ogólną kwotę ponad 200 miliardów juanów (około 120 miliardów złotych).

Żródła:

http://www.scmp.com/business/companies/article/2111163/dinner-your-door-inside-chinas-us37-billion-online-food-delivery

Shanghai Daily 27.02.2018

 

środa, 11 kwietnia 2018, kakciaw

Polecane wpisy