Blog > Komentarze do wpisu
O jeju, jeju, czyli co jeszcze odkryłam na Jeju.
Jeśli wierzyć statystykom, choć wydają się one nieprawdopodobne, to w ubiegłym roku prawie połowa (48.8%) Chińczyków zaliczała się do użytkowników Internetu. 688 milionów osób, taka liczba robi wrażenie. Dwie trzecie korzysta z Internetu na swoich smartfonach. Do najbardziej popularnych aplikacji należą: WeChat (będący odpowiednikiem Facebook’a, który jest w Chinach zablokowany), Taobao umożliwiający zakupy online (odpowiednik naszego Allegro), oraz płatności inetrnetowe za pomocą Alipay. Ostatnio pojawiła się nowa aplikacja na smartfony - YingKe, na chwilę obecną na tle Taobao, czy WeChat może się wydawać niszowa, ale jest rozwojowa…

internet

Słoneczne popołudnie. Zmęczone zakupami odpoczywamy na tarasie bezcłowego domu towarowego w Yeon-Dong, gdzieś na wyspie Jeju. Jest zielono, przytulnie i spokojnie. O dziwo, bo kawałek dalej zastępy Chińczyków w amoku wydają tysiące juanów.

Jedna ze znajomych siedzi wygodnie na ławce, trzyma swoją komórkę (najnowszy iPhone 6S) na wyciągnięcie ramienia i do niej mówi. W pierwszej chwili wygląda na to, że prowadzi wideo rozmowę. Robi przy tym śmieszne miny, puszcza oko, ale jak mówi: „Albo, wiem co, zaśpiewam wam piosenkę! Co wy na to?”, to zaczynam się zastanawiać z kim ona tak naprawdę rozmawia. Zaczynam myśleć, że tak właściwie to mówi dziwne rzeczy, np. „Wyślijcie mi prezent, jak wam się podoba, to wyślijcie mi coś. … No co, nic nie odpowiadacie? …” Ona mówi i mówi, a ja rozumiem coraz mniej. Pytam stojącej z boku koleżanki: „Co ona robi”, bo wiem, ze na pewno nie prowadzi normalnej rozmowy telefonicznej.

„Ona prowadzi program internetowy na żywo.” Jaki program, o czym? O niczym! Po prostu gada do komórki co jej ślina na język przyniesie i pilnie śledzi ile osób zaczyna ją obserwować. Mówi cokolwiek i liczy na to, że przyciągnie jak najwięcej widzów. Ale o co chodzi? Nie uwierzycie! Chodzi o pieniądze.

Zafascynowana fenomenem zarzuciłam ją pytaniami (oczywiście po tym, jak zakończyła już nadawanie swojego programu… ). Przypomniałam sobie również, że zaledwie kilka dni wcześniej szanghajska telewizja donosiła już o tym fenomenie, twierdząc, że jakaś dziewczyna na takim prowadzeniu programu zarabia dziennie chyba z 10.000 RMB (ponad 6.000zł). Ponieważ nie zrozumiałam o co chodziło, więc wtedy nie zastanawiałam się nad tym wiele. Teraz miałam okazję przyjrzeć się fenomenowi na własne oczy, a takiej okazji bym nie przepuściła!

A zatem, w chwili wolnej siada taka prezenterka/prezenter przed swoim komputerem, lub telefonem i opowiada; cokolwiek, dobrze żeby było śmiesznie, może nawet głupio i przede wszystkim długo. Im dłużej prowadzi się program, tym zwiększa się oglądalność. Tak twierdzi moja znajoma, stąd jej ulubieni prezenterzy, nie tylko pojawiają się codziennie, ale na całe wieczory (np. od 20.00 do 2:00 w nocy!). W bardziej zaawansowanej formie fenomenu, widzów można przyciągnąć prezentowaniem swoich talentów; tańcząc, śpiewając, gotując, ale podobno nawet pływając. Można wchodzić też w interakcje z fanami, rozmawiać z nimi, pytać, odpowiadać, itp. Aby zdobyć fanów, trzeba się czymś wyróżniać, stąd podobnież wielką popularność zdobyła pewna pani, którą z tłumu prezenterów wyróżniał… podeszły wiek :)

A jak w tej wirtualnej rzeczywistości zarobić realne pieniądze? Wygląda to tak; za prawdziwe pieniądze zdeponowane na kartach bankomatowych, w bankach internetowych można kupić wirtualne pieniądze. Tymi pieniędzmi płaci się, gdy chcemy naszemu ulubionemu prezenterowi/prezenterce sprawić prezent. Można kupić mu na przykład samochód. W chwili transakcji samochód przejedzie przez ekran telefonu, na oczach wszystkich fanów, którzy aktualnie oglądają program. A taki samochód to około 100 yuanów (63zł). Jeśli ktoś podoba nam się naprawdę bardzo, to możemy mu sprezentować samolot, za bagatela 800 yuanów (ok. 500zł). To nie koniec, bo najbardziej fajny prezent to statek, który powoli przepłynie przez ekran smartfona. Na taki prezent fan musi wydać ponad 1.200 yuanów (ok. 750zł).

Niektórzy przejawiają swojego rodzaju uzależnienie od oglądania programów online. Jest to dla mnie kompletnie niezrozumiałe, ale pewnie działa podobnie jak gry komputerowe. Któregoś wieczoru moja znajoma odchodziła od zmysłów, co mogło się stać, bo jej ulubiony prezenter się nie pojawiał. „No zacznij wreszcie, bo się nudzę!” wołała do komórki.

04.2016

 

niedziela, 01 maja 2016, kakciaw

Polecane wpisy