Blog > Komentarze do wpisu
Dobre maniery
Po ostatniej podróży do Japonii moi Chińscy znajomi zarzucali mnie pytaniami: „ Jak ci się tam podobało?”, zapewne oczekując, że Tokio nie wywarło na mnie dobrego wrażenia. „Było cudownie” odpowiedziałam raz znajomej z pracy, a na jej twarzy pojawił się wyraźny grymas niezadowolenia. Wysoce politycznie nie poprawne, by Japonia podobała się w świetle trwającego konfliktu. „Są rzeczywiście tacy kulturalni?” zapytała z powątpiewaniem. „Och, tak, bardzo!” uczciwie odpowiedziałam. „Yyy??” skrzywiła się z jeszcze większym niezrozumieniem. Znowu zła odpowiedź, zgadłam. Spróbowałam rozwinąć myśl, by zatrzeć złe wrażenie. Wytłumaczyłam jej, że Japończycy nie charkają, nie plują na ulicy (nie wspomniałam, że nie palą papierosów w windzie, zapomniałam). W metrze jest cicho, bo nikt nie krzyczy, nie dyskutuje na cały głos, a nawet w wyznaczonych miejscach – w pobliżu siedzeń dla osób uprzywilejowanych (niepełnosprawnych, starszych, kobiet w ciąży) należy wyłączyć komórki (które w całym pociągu i tak powinny być przełączone na tryb „milczy”).

Jaka miła odmiana po tym, z czym spotykam się na co dzień w Szanghaju.  Aby zatrzeć złe wrażenie na mojej znajomej, powiedziałam jej, że Szanghaj jest miastem z charakterem, klimatem i pod tym względem pozytywnie różni się od Tokio. Stolicy Japonii brakuje starej architektury, starych dzielnic, takich jak szanghajska Francuska Koncesja, czy Bund’u.

Gdzież w Tokio spotkałabym taki obrazek (!): Podczas przerwy w zajęciach z angielskiego mama prowadzi synka do toalety damskiej i…. … wysadza go nad koszem do śmieci przy umywalkach. To jeszcze nic! Ten obrazek przypomniał mi sytuację z KFC, gdzie kiedyś widziałam jak kobieta wysadzała dziecko prosto do umywalki. Poszłam wtedy ze skargą ko obsługi, ale nie spotkałam się ze zrozumieniem.

Na ostatnich zajęciach z moją zaawansowaną grupą  (12-to, 13-to latkowie) miałam „zderzenie z rzeczywistością”. Nie wiedzieć czemu, zakładałam, że dziewczynki w tej grupie są nie tylko mądre, ale i dobrze wychowane. Mądre i owszem są, w porównaniu z chłopcami, których cechuje beztroskie lenistwo, ale maniery pozostają na tym samym poziomie.

Schludnie ubrana, grzeczna dziewczynka, za jej plecami otwarte okno. Bawi się pustą butelką po wodzie mineralnej. W pewnym momencie odrywa od niej etykietę i .. i … fruuu wyrzuca ją przez okno.

Zaniemówiłam.

Właściwie na tym chciałam skończyć mój wywód, ale… czekając na windę dziś rano, w moim bloku zauważyłam nowe „obwieszczenie” komitetu blokowego.  „Abyśmy wszyscy żyli w czystym i schludnym otoczeniu, uprasza się aby nie załatwiać potrzeb fizjologicznych na klatkach schodowych, nie należy również na korytarzach wyrzucać śmieci.” Zapewnie jeszcze dużo czasu upłynie zanim takie ogłoszenia znikną, bo po prostu nie będą miały zastosowania.

Póki co dostrzegłam światełko w tunelu. Wczoraj podczas zajęć z moją ulubioną grupą, (6-cio i 7-mio latkami) uczyłam jakieś nowej frazy. Każde dziecko po kolei powtarzało nowe zdanie. Gdy przyszła kolej na Jana, Jan zamilkł. „Jan!” – zapytałam wskazując  na dzieci, które zdanie powtórzyły bezbłędnie, „Czy słuchałeś jak oni mówili?”. Jan zrobił minę jak kot ze „Shrek’a” i pokiwał przecząco głową. W tym samym czasie Franek podniósł rękę i bez pytania, czy pozwolenia na zabranie głosu, skarcił mnie: „Nauczycielko, nie powinno się wskazywać palcem, nawet na osobę młodszą! To bardzo niekulturalne!”

Zamilkłam na moment, zanim wybuchłam  śmiechem. „Tak Franku, masz rację, przepraszam!”…

wtorek, 06 listopada 2012, kakciaw

Polecane wpisy

Komentarze
2013/02/20 10:41:55
szkoda ze u nas nie ma takiej kultury w srodkach komunikacji miejskiej